Rynek spożywczy pod znakiem kosztów

Zakończony właśnie rok nieoczekiwanie okazał się całkiem udany. Nie warto jednak liczyć na to, że bieżący będzie podobny.

Koniec starego i początek nowego roku to zazwyczaj czas podsumowań mijających 12 miesięcy, jak i prezentacji oczekiwań czy przewidywań związanych z rozpoczynającym się kolejnym rokiem. Nie inaczej jest i obecnie, tym bardziej, że handel produktami FMCG, podobnie jak cała gospodarka, znalazł się w trudniejszej sytuacji.

Zakończony niedawno rok miał być pierwszym, popandemicznym rokiem powrotu do tzw. normalności społecznej i gospodarczej. Okazało się jednak, że pandemia COVID-19 trwa o wiele dłuższej i jest bardziej dokuczliwa niż to przewidywano w roku, gdy się pojawiła, czyli 2020. Tym samym ocena roku minionego musi uwzględniać także ograniczenia, z jakimi handel miał do czynienia w tym okresie. Tym bardziej, iż nałożyły się na nie inne negatywne czynniki.

Było całkiem nieźle...

W roku 2021 handel produktami spożywczymi musiał funkcjonować w coraz trudniejszych – z miesiąca na miesiąc – warunkach gospodarczych. Ledwie zarysowująca się na przełomie zimy i wiosny inflacja rozwinęła skrzydła do poziomu nieznanego od kilkudziesięciu lat, czyli ponad 8% w grudniu (oczywiście w skali roku).

Warto przeczytać:

Jednocześnie zaczęły obowiązywać nowe obciążenia w rodzaju podatku cukrowego czy handlowego. Po chwilowej poprawie w roku poprzednim wróciła trudna sytuacja na rynku pracownika: ponownie znalezienie chętnych do pracy, głównie na podstawowych stanowiskach (kasjer, magazynier, sprzedawca) wiązało się z koniecznością poprawy warunków płacowych, co dla wielu detalistów oznaczało poważny wzrost kosztów funkcjonowania ich placówek handlowych, a tym samym spadek rentowności biznesu.

Na te problemy nałożyły się ograniczenia związane z utrzymującą się sytuacją pandemiczną i koniecznością dostosowania swojego funkcjonowania do szeregu restrykcji wprowadzanych przez rząd wraz z kolejnymi falami epidemii. Te zaś głównie poprzez ograniczenie mobilności społecznej nie mogły pozostać bez wpływu na funkcjonowanie handlu i jego ubiegłoroczne wyniki finansowe.

Handel produktami FMCG

Mimo tak wielu ograniczeń i trudności, handel produktami FMCG wyszedł z roku 2021 obronną ręką, zaś wiele firm odnotowało nawet wyraźny wzrost sprzedaży. Detaliści w ogromnej większości poradzili sobie w tym trudnym roku całkiem nieźle i z pewnością będą ten czas jeszcze wspominać z pewnym rozrzewnieniem, tym bardziej, iż perspektywy na przyszłość rysują się w o wiele ciemniejszych barwach.

Miniony rok wspominany będzie natomiast jako szczególny, także pod jeszcze jednym względem. W tym czasie bowiem prawie całkowicie ustały procesy konsolidacyjne, które oczekiwane były od kilku lat. W 2021 roku zamykano co prawda transakcje podpisane w latach poprzednich, nie pojawiły się natomiast nowe inicjatywy będące przejawem poważniejszych zmian w strukturze polskiego handlu.

Piotr i Paweł i Tesco

Południowoafrykański SPAR ostatecznie przebranżowił sklepy Piotr i Paweł w placówki pod swoim logo, właściciel sieci Netto zakończył de facto rebranding około trzystu dawnych placówek Tesco. Jednak zmian o zbliżonej przynajmniej skali do wymienionych nie znajdzie się na polskim rynku. A przecież wielu poważnych operatorów sieci, tak franczyzowych, jak i własnościowych zapowiadało rok wcześniej udział w tego typu fuzjach czy akwizycjach. Widocznie jednak warunki okazały się dla tego rodzaju transakcji w roku minionym mało sprzyjające. Ciekawe natomiast, jak tego rodzaju procesy ułożą się w roku 2022. Oczekiwania są spore, nic jednak nie wskazuje, aby był to rok pod jakimkolwiek kątem lepszy niż miniony.

Może być gorzej

Weszliśmy wszyscy w nowy rok pod znakiem generalnego wzrostu cen podstawowych nośników energii, głównie prądu, gazu i paliw. W dwóch pierwszych przypadkach wzrost ten jest ponoć regulowany ustaleniami Urzędu Regulacji Energetyki i przez niego ograniczany na tyle, na ile jest to z ekonomicznego punktu widzenia możliwe. Po decyzjach URE mówi się, że prąd zdrożeje średnio o 24%, zaś gaz nawet prawie o 54%.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że szacunki te dotyczą przede wszystkim gospodarstw domowych, zaś podwyżki dla przedsiębiorstw mogą kształtować się zupełnie inaczej. Już pierwsze propozycje nowych rozliczeń przesłane przez dostawców niektórym przedsiębiorstwom i instytucjom wskazują, że wzrost kosztów ich zaopatrzenia w nośniki energii może wynieść nawet kilkaset procent.

Dla handlu spożywczego takie wzrosty mogą się okazać zabójcze: marże handlowe w tym obszarze od dawna już należą do najniższych na rynku i podołanie nowym zobowiązaniom dla wielu detalistów może okazać się niemożliwe. Tym bardziej, że szanse na wzrost wolumenu sprzedaży są znikome.

To jest ważne:

Konsumenci przytłoczeni rosnącą inflacją i własnym poziomem kosztów codziennego życia będą dysponować coraz niższymi możliwościami nabywczymi, a tym samym zaczną poszukiwać oszczędności, w tym także w obrębie zakupów spożywczych. I nawet wzrost płacy minimalnej obowiązujący od 1 stycznia, podwyżki płac związane z nadal funkcjonującym rynkiem pracownika, czy też tak zwana tarcza antyinflacyjna – nie zrekompensują spadających możliwości nabywczych konsumentów.

Tym bardziej, iż przewiduje się, że inflacja swoje apogeum osiągnie dopiero w połowie roku i to na poziomie dwucyfrowym. A przecież niemała część klientów placówek spożywczych dostanie dodatkowo „po kieszeni” w związku z obowiązującym od początku roku tzw. Polskim Ładem.

Rynek handlu produktami spożywczymi musi się więc przygotować na naprawdę trudne czasy. Może się wręcz okazać, że w 2022 roku liczba sklepów wypadających z rynku będzie rekordowa. A tym samym niewykluczone, że będziemy mieli ponownie do czynienia z nowymi procesami konsolidacyjnymi w tym obszarze. Czy jednak warto płacić aż tak wysoką cenę społeczną i gospodarczą za czasami wątpliwe korzyści strukturalne w handlu spożywczym?

Reklama