Maciej Włodarczyk: Mamy przed sobą wyzwanie, żeby wrócić do jakichkolwiek poziomów rentowności

Maciej Włodarczyk: Mamy przed sobą wyzwanie, żeby wrócić do jakichkolwiek poziomów rentowności

Pandemia zachwiała przychodami Iglotexu, który w około 40% czerpał je z gastronomii. Po niej przyszła wojna w Ukrainie, galopująca inflacja i ryzyko braku surowców. "To wszystko powoduje, że na brak wyzwań nie narzekamy" – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes Iglotex. Jak dodaje, na względnie stabilniejszy okres będziemy musieli jeszcze poczekać. 

O aktualnej sytuacji w branży, a także perspektywach na najbliższe miesiące z Maciejem Włodarczykiem, prezesem Iglotex, rozmawiają Wojciech Szeląg, gospodarz programu Gabinet Spożywczy oraz Michał Siwek, Dyrektor Departamentu International Food & Agri Hub, BNP Paribas.

W obecnych czasach producenci zmagają się z wieloma trudnościami tj. zerwane łańcuchy dostaw, ciągłe podwyżki cen surowców, albo ich niedostępność jak to ma miejsce np. w przypadku oleju słonecznikowego. Obserwujemy też zmagania firm z rosnącymi kosztami zatrudnienia, prądu, węgla, gazu, paliw czy opakowań. Z jakimi wyzwaniami wynikającymi z tej sytuacji mierzy się obecnie Iglotex? Które z nich są dla firmy najtrudniejsze i jak firma sobie z nimi radzi?

Jako organizacja bardzo zahartowaliśmy się w ostatnich latach. W roku 2019 straciliśmy fabrykę i największy oddział dystrybucyjny. Po uzyskaniu pozwolenia (na koniec lutego 2020 roku) rozpoczęliśmy proces budowy nowej fabryki. Dwa tygodnie później rozpoczęła się epidemia COVID-19 i twardy lockdown. Jednak 6,5 miesiąca po otrzymaniu tej zgody zaczęliśmy produkcję w nowej fabryce na nowych liniach. W międzyczasie pandemia miała swój ogromny wpływ na rynek dystrybucyjny i część gastronomiczną, która w naszym portfelu stanowiła ok. 40% przychodów.

Nagle ta część przychodów w pierwszych tygodniach pandemii znika. Koszty zostają, magazyny zostają, ludzie zostają a przychody znikają. Później te indeksy z poziomu -90 rok do roku stabilizują się na poziomie -50, i z tym żyjemy przez dwa lata. IV kwartał 2021 r. przyniósł mocno zmieniające się ceny energii, kilkukrotny wzrost kosztów.

Dalsza część wywiadu pod materiałem wideo

Następnie był atak Rosji na Ukrainę, co spowodowało bardzo mocne przyspieszenie zjawisk inflacyjnych, które zaczęliśmy obserwować od połowy roku 2021. To wszystko powoduje, że na brak wyzwań nie narzekamy.

Wyciągając pozytywy nawet z najtrudniejszych sytuacji: mamy nowoczesną fabrykę! Sprzedaż idzie dobrze, zastanawiamy się kiedy uruchomić czwartą brygadę, żeby fabryka zabezpieczyła wolumeny, które sprzedaliśmy na rynek i wygenerowany został na nie popyt.

Z tej perspektywy można powiedzieć, że dzięki naszemu zahartowaniu radzimy sobie, i mimo wszystko staramy się patrzeć optymistycznie, co nie znaczy, że to będzie łatwiejszy czas. Na podsumowaniach rocznej pracy z zespołami mówimy o tym, że 2022 rok to "krew, pot i łzy", po czym z zespołu pada zdanie: "krwi nie było a łzy to były dosyć standardowe w tej zmienności i okolicznościach, których nam świat dostarczał".

Kontynuując temat surowców, Iglotex zapewne pozyskuje znaczną ich część w Polsce. Według danych GUS w 2022 roku zbiory warzyw oraz zbóż w Polsce będą na poziomie podobnym lub o kilka procent wyższym niż w roku ubiegłym. Problemem mogą być ziemniaki, których zbiory mają wynieść zaledwie 6 mln ton – o 15% mniej niż przed rokiem. Z drugiej strony mamy potencjalny wzrost popytu na Państwa produkty, wynikający z ograniczenia konsumpcji w restauracjach. W jaki sposób przygotowujecie się Państwo na ewentualność braku surowców na polskim rynku?

Mamy o tyle szczęście, że jesteśmy w segmencie, który może nie jest akoniunkturalny ale nie podlega takim wahaniom jak inne branże w sytuacji kiedy wchodzimy w kryzys albo już w nim jesteśmy.

Z perspektywy surowcowej wspominany ziemniak – według naszych danych i rozmów z naszymi rolnikami, którzy dostarczają nam surowiec do produkcji – te areały są istotnie mniejsze niż o 15%. Nasi rolnicy zapowiadają, że przeznaczyli ok. 25% mniej areału pod ziemniaki. Zwiększając w tym miejscu pszenicę, rzepak, kukurydzę. Nie mamy innego wyjścia jak poszukać surowca w innych częściach świata. Na przykład ostatnio importowaliśmy ziemniaki z Danii, po to, żeby kontynuować produkcję, zabezpieczyć wolumen.

Wolumen surowca, który jest pozyskiwany w kraju był o 1/3 mniejszy w 2022 roku. Tyle musieliśmy zorganizować sobie w innym miejscu. Dania była dla nas zaskoczeniem ale cena kusząca, bo porównywalna do lokalnego rynku.

Według danych Eurostat inflacja cen żywności w październiku 2022 roku wyniosła 22% w ujęciu rokrocznym, zaś indeks wzrostu cen producenckich w Polsce zdecydowanie zwolnił tempo wzrostu w ostatnich 3 miesiącach. Sugerowałoby to, że największy wzrost kosztów i cen producenta wyhamowuje. Jesteśmy też w trakcie finalizowania lub po finalizacji kontraktacji surowców jak i sprzedaży na rok 2022. Czy zauważyliście Państwo pewną stabilizację wzrostu kosztów w ostatnich miesiącach? Jaka jest Pańska perspektywa na pierwsze miesiące 2023 roku, czy ta stabilizacja zostanie utrzymana czy raczej powinniśmy spodziewać się mniej lub bardziej drastycznych wzrostów kosztów i finalnie cen?

Kiedyś standardem był kontrakt roczny na opakowania. Dzisiaj kwartał jest maksymalnym okresem, na jaki możemy ustalić ceny. I to się jeszcze nie zmieniło.

Jeśli chodzi o stabilizację – bardzo chciałbym ją zauważyć. Mimo tego, że z natury bardzo optymistycznie patrzę w przyszłość, to niestety poza absolutnie pojedynczymi małymi sygnałami, na wybranych surowcach czy składnikach, niestety takiej stabilizacji jeszcze nie obserwujemy. Uwzględniając to, że w trakcie roku producenci bardzo dużą część wzrostu kosztów wzięli na swoje barki, to nawet jeżeli surowce przestaną tak dynamicznie rosnąć – bo one ciągle jeszcze rosną – to mamy przed sobą wyzwanie, żeby wrócić do jakichkolwiek poziomów rentowności. Wiele firm pracuje absolutnie poniżej progów albo na tak niskich poziomach, które nie dają żadnego bezpieczeństwa, żadnej perspektywy na inwestycje itd. Spodziewam się, że jeszcze jeden bądź dwa kwartały będziemy musieli poczekać na to, żeby zauważyć taki względnie stabilniejszy okres. Jeżeli znowu w tych bardzo zmiennych czasach i dużej niepewności nic istotnego się nie wydarzy.

Dalsza część wywiadu pod materiałem wideo

Mamy zimę, problemy z dostępnością energii. Mogą być precedensowe sytuacje bo jako producent jesteśmy zobligowani urzędowo i formalnie do ograniczenia zużycia, mówiąc wprost musimy wyłączać chłodnie, po to, żeby zabezpieczać poziom energii dla gospodarstw domowych – to nigdy w historii nie miało miejsca a dopiero wchodzimy w okres zimowy.

Z natury chcę zawsze patrzeć z optymistycznej strony ale tutaj jeszcze trochę musimy poczekać. Będziemy raczej mierzyć się z takimi wyzwaniami z jakimi mieliśmy do czynienia przez ten cały czas. Zwłaszcza, że naprawdę wielu producentów jeszcze komunikuje, że będzie wdrażało podwyżki i już je wdraża czy to od grudnia, stycznia czy od lutego.

My jako dystrybutor jesteśmy tą platformą, która niestety zbiera te informacje. Każdy producent, który chce zmienić cenę wysyła do nas te zmiany i ciągle otrzymujemy informację o tym, że za chwilę dostaniemy kolejną podwyżkę. Czasem są one jednocyfrowe ale najczęściej – dwucyfrowe a w ostatnim czasie słyszałem o tym, że w kategorii lodowej należy się spodziewać dalszego wzrostu, kolejnych podwyżek, ze znakiem zapytania czy „dwójka z przodu” będzie wystarczająca.

Wszyscy oczekujemy pozytywnych informacji i sygnałów, ale jeszcze nie jest to możliwe, wręcz przeciwne, ciągle jestem informowany o planowanych wzrostach cen na produkty mrożone.

Dziękujemy za rozmowę.

Reklama